Bloog Wirtualna Polska
Są 1 253 664 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Mineralna z cytryną...

  Zasłałam różami mój dywan, nalałam dwie lampki wina i włączyłam nastrojową muzykę... Zasłałabym, nalałabym, włączyłabym, ale właściwie nie mam dla kogo. Aktualnie zasłałam dywan, ale książkami, nalałam, ale jedną szklankę mineralnej z cytryną i włączyłam, ale coś w stylu "zagłuszę Cię choćbyś chciał się wydostać na siłę niewdzięczny przypominaczu podwójnego patrzenia". Aktualnie, czyli właściwie odkąd walnęłam młotem w klatkę piersiową i zaczęłam starać się myśleć poważnie o kimś, kto kiedyś był jedynie kimśkolwiek. Kimś czyli aktualnie nikim. I jest mi chyba dobrze. Lubię książki, lubię mineralną z cytryną i łubudubu też lubię.

 


 

   Kategorycznie odmawiam niepotrzebnym, bo bez przyszłościowym (nie no, żeby chociaż wnosili coś w moją teraźniejszość, cokolwiek), łapaczom okazji i to bynajmniej nie do napicia się ze mną wina, czy choćby nawet mojej mineralnej. Nie lobią mineralnej, za to lubią płyny ustrojowe. A idźcie wy wszyscy w... drugą stronę. Już normalnie pustoszeje. I to nie dlatego, że mam wątpliwości co do istnienia pokrewnych "dodatków do żebra". Wątpliwości nie mam, bo jak mogłabym mieć, skoro znam wielu wartościowych zajętych, bądź innopowodowych niedostępnych osobników nie tej płci co moja. Pustoszeje, bo przeraża mnie istnienie jednokierunkowego myślenia o płynach ustrojowych i odpowiedniej ich wymianie (brrrrrrr muszę się teraz wstrząsnąć, jak kotka).

  Na koniec powiem, że nie jest mi źle z mineralną w jednej szklance. Jak sobie pomyśle o tych wszystkich, którzy łapią okazję i odstawiają cała butelkę tylko po to, żeby wygazowała, ciesze się że moja jest pusta, a nie leży gdzieś z boku, tylko dlatego, że ktoś okazał zainteresowanie. Nie jestem zdesperowana i to mnie cieszy. Nie lubiłabym siebie, gdyby było inaczej. Ja poczekam sobie z książką, mineralną i łubudubu...



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Brzydze się...

   Brzydzę się... Tak strasznie się brzydzę, że mam dreszcze na całym ciele, a w głowie jednostajne nienawidzę, nie rozumiem, nie trawie, nie, nie, nie... Dawniej tak nie było... dawniej sama to robiłam, sama osobiście, prosto w oczy, za plecami, w tłumie, bez tłumu... Dawniej nawet mi to nie przeszkadzało, traktowałam to jak część nas samych, a wręcz oczywistość... Każdy kłamie... mniej lub bardziej, częściej lub rzadziej... Każdy bez wyjątku i nie jest to okrutne dopóki nie trafia w sam środek... Dawniej... Ale teraz się brzydzę... Kłamstwem, kłamcami i pozornymi korzyściami... Nie wiem jak bardzo mogły ranić moje kłamstwa, ale nie jestem okrutna. Nie pamiętam, żeby ktoś cierpiał przez moje pozbawione prawdy słowa... Nie siedzi we mnie chochlik zysku za wszelka cenę... Nie usprawiedliwiam się, ale wiem, że nie krzywdziłam kłamstwem...

   Nie życzę nikomu być kłamcom!!! Każdy ma prawo do prawdy... a jeśli je odbierasz jesteś przy okazji złodziejem...

 


  Nie życzę nikomu poważnego kłamstwa!!! Nagle tracisz wiarę, pewność siebie, a przy okazji bardzo boli... bardzo.

  Mnie boli... bardzo mnie boli... co dzień boli bardziej... ale przestanie. Ale co z tego... ale co z tego...

  Boje się, że nie wybaczę... bardzo się boję...



Podziel się
oceń
1
1

komentarze (12) | dodaj komentarz

Z czasem...

  

  Z czasem można wiele zrozumieć, nauczyć się i doświadczyć. Z czasem można też wpaść na margines buntu obolałego pytaniami dlaczego? po co?. Czas pokazuje nam jak żyć, czego unikać, z czym walczyć, a czemu należy się poddać. Powinniśmy z każdego dnia czerpać lekcje, a przez cale nasze życie odrabiać zadania domowe.

   Jak do tej pory mój czas otumaniał mnie, układał myśli, przerażał, fascynował a przede wszystkim dawał nauczkę na przyszłość. Każdy nowy rozdział nakładał się na poprzedni, ciągnąc za sobą wspomnienia. Boje się wielu rzeczy. Każdy się boi, bo nawet najtwardsza skorupa ma czuły punkt.

   Przeraża mnie miłość. Boje się, że się spóźniłam, że przeoczyłam Strzałę Amora. Mam wrażenie, że w którymś momencie celowo zamknęłam oczy i otworzyłam je dopiero teraz. Nawet sobie nie wyobrażacie ile miałam szans, poważnych, pięknych szans. Los dał mi tak wiele pięknych słów i chwil szczerości. Nie skąpił mi uśmiechu, radości, słońca. W pewnym momencie byłam zbyt pewna siebie, żeby to docenić. I nie doceniałam. Przyjmowałam wszystko jak naturalną karmę. I dopiero teraz widzę, że nie powinnam dopuszczać do zjadania tej karmy. W chwili, kiedy ja żywiłam się czymś naturalnym, dla kogoś innego było to coś zupełnie innego. Coś co oślepia, ogłusza, a przede wszystkim ogłupia. I biję się w pierś, że dopiero teraz to zrozumiałam. Pozwalałam na uczucia, których w żaden sposób nie pielęgnowałam, a przede wszystkim nie doceniałam. I jedyne co mam na swoje usprawiedliwienie to, to, że nie znałam drugiej strony lusterka. Nikt nie rozbił mi szkła przed nosem, w bezruchu patrząc, jak każdy fragment pozostawia pamiątkę na całe życie.

 


   Przepraszam. Za każdy, nawet najmniejszy, fragment lusterka. Za każdą łzę, smutek i nieprzespaną noc... Nie rozumiałam...



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Być mgłą...

 

A kiedy znikniesz we mgle

Opadnę razem z nią.

I kiedy już stanę się mgłą...

 

 I  kiedy już stanę się mgłą... i kiedy już stanę się mgłą... będę się mazgaić!!! To już czwarty raz. Mazgaję się... przyznaję się bez bicia, że mazgaję się przez facetów. I po pierwszym razie miał to być ostatni, po drugim też... a teraz to już czwarty, ale równie ostatni raz.



  Jestem bezmyślna!!! Mówię jedno, czuję coś innego, a myślę jeszcze inaczej. Czyli może raczej jestem nadmyślna. Dokładnie tak... jestem nadmyślna. Myślę, myślę, wymyślam, później przemyślam i okazuję się, że źle wymyśliłam, ale to już nie ma znaczenia, bo zanim przemyślałam przeszłam do czynu... I tak w kółko. Moje życia istoty oskarżały mnie o nadmyślność nieraz. Nawet używały mocniejszego tonu, żeby skutecznie przerwać moje przednadpomyślenia. Oczywiście zawsze starłam się tłumaczyć, że wcale nic nowego nie pojawiło się w mojej głowicy... Bo przecież wcale nie myślę... za dużo. Myślę tak chyba w sam raz... żeby skomplikować sobie kolejny krok.  Mam oczy to patrzę, uszy, więc słucham, mam umysł, więc myślę... proste. Raczej proste... a komplikuje.

  Za pierwsze moje mazgajenie odpowiada tylko i wyłącznie wiek. Piętnastolatka musi sobie pomazgaić, żeby miała się z czegoś śmiać na przyszłość. Drugie... to totalna niemoc. Trzecie... głupota. No i czwarte... nadmyślność. Nadmyśliłam, że wcale nie potrzebuję uczuć i właściwie to mogę ot tak dzielić się z kimś moim życiem. Z nie byle kim, ale raczej nie tym. I dzieliłam się... bez zobowiązań, bez konsekwencji, bez zaangażowania. A później było tylko gorzej... Nawet jeśli nie chcemy się do kogoś przywiązać czasami przychodzi to samo... Zaczynamy gdybać i komplikować sobie życie. Przestraszyłam się mojego gdybania, bo zaczęło być znaczące. Uciekłam... Nie mam pojęcia, czy coś straciłam i wole nadal go nie mieć... Lepiej jeśli sama zrezygnuję, bo z czasem byłaby to strata nie do zniesienia... Ajjj głupiutka jestem... taka nadmyślna, a taka głupiutka...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Marionetka...

   

   Postanowiłam, że się nie dam. Nie dam się ani w jednym centymetrze, milimetrze, miniczymśtam. Moja psychiko drzyj, bo właśnie zostajesz wyzwana na ciężka próbę. Stanę na wysokości zadania i będę silna dwudziestoczterolatka, a tobie moja psychiko życzę zawrotu głowy, oczywiście w ta dobra stronę.

   Zaczynam właśnie zwalczać mój brak asertywności. Banalne NIE dużo trudniej mi przychodzi niż oczywiste TAK. NIE powiem, że NIE chciałabym nauczyć się bezceremonialnie odmawiać, tak jak NIE powiem, że mi się to podoba. Właściwie NIE ma nic złego w mówieniu NIE, przecież nikt na tym NIE traci, poza NIE usatysfakcjonowanymi odbiorcami NIE. Ale NIE mogę NIE mówić NIE dla satysfakcji innych, tak jak NIE powinnam odmawiać jeśli NIE chodzi o satysfakcje. Odmawiać, czyli mówić NIE i czuć się z tym dobrze, bo przecież byłam asertywna, bo NIE chciałam tego zrobić. NIE chciałam, czy NIE mogłam. Bo jeśli mogłam to dlaczego NIE. NIE tracę nic, więc właściwie dlaczego miałabym odmówić. Powinnam mówić NIE jeśli NIE ma przeszkód? Czy to dalej wykorzystywanie? Co jest z tym NIE, że NIE potrafię. Oj psychiko zawróciłaś z powrotem...

 


  Jeśli mnie ktoś w łeb nie walnie, chyba zawsze będę naiwna... Zresztą już tyle razy dostawałam za to baty, a i tak uważałam za słuszne to co zrobiłam, mimo że później okazywało się, że podobno mogłam odmówić, a nawet powinnam. Powinnam to raczej czuć się wykorzystana, ale jakoś się nie czuje... Właściwie pewnie popełniłabym te same błędy jeszcze raz. Paradoks jest tylko jeden, że tak naprawdę to nie moje błędy...  

   I w ten sposób dałam się...

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

W tłumie...

    

  -  I znów jest KTOŚ inny... Zawsze był. Nawet jeśli wydawało Ci się, że nie ma, gdzieś był. 


  - Ale to nie dlatego, że mnie nie ma, tylko że nie jestem KIMŚ innym.


  - Bardziej nie sobą? Nie, raczej bardziej nowa... Milczenie nie pomaga. Słowa tym bardziej. Dlatego, że to wszytsko już było...




  -  Może... jeśli byłabym tłumem byłoby mnie więcej!? Ehhh... ale co to za zapełnianie pustki, której i tak nie ma?


  - Jeśli ktoś nie odczuwa braku, musi czuć się szczęśliwy. I pamiętaj, dla niektórych nie będziesz ważna, dopóki nie będziesz częścią właściwego tłumu.


  -  A wszystko to dopełnia chora duma. Coś nad Coś. Są ważne rzeczy i ważniejsze.


  - I są ludzie, dla których twoje "ważne" jest niczym. Nie dlatego, że dla nich nie ma większego znaczenia, a raczej dlatego, że nie jest ich "ważnym".


  - Mimo tego, że dla mnie jest wszystkim???


  - Nawet mimo tego, że kiedyś dla nich to samo "ważne" było wszystkim.


  - Tak szybko zapominają...


 - Ale nie przejmuj się, czas selekcjonuje każdy tłum... nawet ten właściwy... A później może się okazać, że jednak jesteś w tłumie, a pustka stoi obok...


 - Sama???


 - Tak, bo zawsze był KTOŚ poza Tobą...



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

We mnie...

   
   P
amiętam dokładnie dzień, kiedy wróciłam do domu, wzięłam do ręki mój pamiętnik, usiadłam na dywanie i zaczęłam pisać... Moje słowa przelewane na papier były bardzo spontaniczne i płynęły prosto z przepchanego żalem serca... nie odrywałam długopisu od kartki... Pisałam, a z każdym kolejnym słowem żal mijał i pojawiała się ulga. Tak jakby mój dzienniczek oczekiwał tej deklaracji... On albo chyba raczej ja... Słowa były proste... wszystko zaczynało się od jednego wielkiego "nigdy więcej...". Chodziło głównie o uczucia, wiarę, nadzieję... Chodziło o miłość, której się wyrzekłam w kilka minut, słowami "nigdy więcej nie pokocham...".
    Byłam wierna tym słowom... ale nie zdawałam sobie sprawy z małego haczyka... Pisząc to nie skreślałam uczuć, którymi kiedyś darzyłam i które być może tkwiły we mnie gdzieś głęboko... Nie sztuką jest uciekać od miłości, której nigdy się nie doświadczyło, sztuką jest pogrzebać uczucia, które kiedyś były naszym drogowskazem...


    Wróciło coś co nigdy nie powinno wracać... Wróciło dzięki naiwności, wierze, i zaślepieniu... Wiedziałam, że coś robię źle... że nie powinnam... Dałam mu broń do ręki... Pokazałam mu jak bardzo mi zależy... Oddałam mu wszystko co mam najcenniejsze... Siebie i moje serce...
     Najgorsze w tym wszystkim jest to, że tak naprawdę wiedziałam, że wplątuje się w coś co może przysporzyć mi tylko cierpienia... Wiedziałam, ale czasem wiara jest silniejsza od rozsądku... Nigdy nie powiedziałam co czuje, nigdy nie zawalczyłam... jestem tchórzem... Tak strasznie paraliżowało mnie odrzucenie, że wolałam żyć w niewiedzy... I do dziś nie wiem czy jego słowa, czyny i gesty były puste... Wycofałam się... Pozbawiałam się cząstki siebie...
     Wydawało mi się, że mam bardzo dużo wiary... Może i mam, ale brakuje mi pewności siebie... Boje się odrzucenia... Bardzo... Możliwe, że przez to straciłam swoją szanse... Możliwe że nadal ją trące... ale mój strach jest silniejszy od moich uczuć...

"Chcę Ci powiedzieć prawdę.
Jednak strach paraliżuje me serce.
Pamiętam te chwile,
w blasku księżyca,
w promieniach słońca...
A teraz ...?
Boję się że nie zrozumiesz,
boję się słów odrzucenia,
boję się zniewolenia.
Boję się Twoich słów,
boję się Twojego cierpienia,
boję się zobaczyć Cię znów,
boję się Twojej tęsknoty..."
                                           (nie znam autora)


    
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (35) | dodaj komentarz

Jestem...

     Jestem jak Anioł, któremu odrastają skrzydła... tylko dlaczego tak często je tracę... Moje wzloty i upadki, często kojarzą mi się z hustawką... Wiruje w powietrzu tylko po to, żeby zaraz upaść i to z własnej winy i chęci musnięcia niebia... Moje niebo zawsze jest za daleko, a ja mimo to wyciagam do niego ręce... I nic tak nie boli jak utracić szczęście, w chwili, kiedy zobaczyło się już rajski ogród... A w moim ogrodzie jest naprawdę pięknie...

 

     Jestem jak nadzieja – tak łatwo mnie stracić... ale mimo to nadzieja umiera ostatnia... Utrata nadziei wcale nie oznacza tego, że już nigdy jej nie odzyskamy... Wybaczyłam wiele łez i mam nadzieje, że mi również je wybaczono... Z czasem człowiek przekonuje się, że raniąc innych rani samego siebie... bo nic tak nie boli jak samotność...

     Czy jestem samotna? Może troszkę... ale tylko w chwilach, kiedy chciałabym kochać i być kochaną, trzymać za rękę, oddychać tym samym powietrzem, śnić podobne sny, marzyć wspólnie, mieć cel do którego nie dążyłabym sama, całować mówiąc „uważaj na siebie”, płakać z tęsknoty, uśmiechać się do samej siebie... W chwilach, kiedy brakuje mi miłości... Ale tych chwil jest tak mało... jedynie 365 w roku i 366 w roku przestępnym... Dużo??? Eeeeeeeee...

             A tak po za tym to mój Książe dalej leci w kulki... Wywiesiłam już nawet transparent z napisem „AAAAAA KUKU TU JESTEM” i stwierdzam, że albo niedowidzi albo nie mówi po polsku...



P.S. Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale umieszczenie transparentu na wieży zamkowej to wcale nie take łatwe zadanie...


Iikusia nie mam hasła na twój blog :(:(

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Bajka o szczęściu...


Uczę się codziennie kochać ludzi...
A każdy nowy dzień pokazuje, że warto...


      Kiedyś ktoś powiedział mi: " nie ma ludzi złych, są tylko nieszczęśliwi"... i dziękuję do dziś za te słowa, bo od tamtej pory zawsze patrzę na drugiego człowieka w ten sposób. A co tak naprawdę daje szczęście?? Czy to jest tak, że niektórzy rodzą się w czepku pod szczęśliwą gwiazdą a los im zamienia kłody w pył?? Innym natomiast życie dało jedna wielką piętę Achilles?? Jak dobrze, że moja mama zdjęła mój czepek przed porodem i wycięła piętę zaraz po... jestem niezależna od wrodzonego szczęścia...
      Tak samo jak ci w czepkach - jestem szczęśliwa i tak samo jak Ci z piętą - czasami mam ciemne strony życia i płaczę...

"Pytają bez złości, skąd tyle radości,
i skąd brać ten życiowy fart,
ja przyznam się szczerze, że w pecha nie wierzę,
i biorę, co los mi da."

A co dał mi los??
- nadzieję, że to co robię zamienia moje życie w bajkę...
- wiarę, że ta bajka może wiecznie trwać...
- siłę na czekanie, tęsknotę, łzy, cierpienie...
- serce, które potrafi więcej niż tysiąc słów...
- dłonie, które wspierają i leczą...
- ludzi, dzięki którym moja bajka staje się realna...
- i sny... jeśli czasem zabraknie ludzi...


"I nic nie muszę, ja nic nie muszę,
taką już mam oporną duszę,
choćbym nie wiem jak musiała,
zrobię tak jak będę chciała."

A chcę być szczęśliwa, tak jak szczęśliwa jest moja bajka...
 
W szczególności dziękuję Haneczce...

                                  ...że mimo wszytsko zawsze jest...



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (28) | dodaj komentarz

Od dziś...


Sześć postanowień poprawy Ani:


   1. Zadbam o siebie!!

   Od dziś oprócz codziennej dawki witamin w tabletkach, będę żywić się marchewką. Już raz przechodziłam to stadium i było całkiem miło. Wstaje rano – marchewka… Wracam do domu – marchewka… Siadam przed telewizorem – marchewka… Siadam przed komputerem – marchewka… Stadium marchewkowe miało mi trochę wypomarańczowić skórę, ale moja skóra jest odporna na marchewkę… Postanowiłam pić soczki marchewkowe, tak żeby nie latać po szkole z marchewką… I tak dom – marchewka, pozadom – soczek… I nic… Nogi takie jak zawsze, ręce takie jak zawsze (nie licząc dłoni podczas zjadania beta – karotenu), twarz też ta sama… No trudno… i tak mnie urzekłeś i i tak będę Cię jeść beta – karotenie…


   2. Będę myśleć o sobie dobrze!!

    Wcale nie jestem naiwna – tylko dobra. Wcale nie gadam od rzeczy – tylko za dużo się dzieje, a ja lubię opowiadać. I wcale, ale to wcale nie śmieje się za głośno – śmieje się całą sobą i nic na to nie poradzę, że ważę 54 kg. Wcale też nie jestem niezdecydowana – ja po prostu mam łzy w oczach jak mam z czegoś zrezygnować… 

   3. Nie będę mówić brzydkich słów!!

    No dobrze, będę je ograniczać… Nie mogę sobie obiecać, że mi się nie wypsnie… Raz miałam kolegę, który przeklinał non stop… Właściwie nie potrafił powiedzieć zdania bez k***. No i się raz założyłam, że nie wytrzyma pięciu minut bez k***. I tak sobie rozmawiamy, rozmawiamy… I nagle!! Spadł z ławki z wielkim k***. Niczego nie da się przewidzieć…

   4. Będę asertywna!!

   Jeśli pomyślę nie to zrobię nie… Jestem strasznie uległa... Nie umiem odmawiać, a czasami bardzo na tym tracę.. Haaa ale tłumaczyć to sobie będę od dziś – jestem dobrym człowiekiem!! (oczywiście jeśli będzie mi się wydawać, że uległam)…

   5. Uwierzę w siebie!!

    Przestanę się czerwienić, chować odstające uszy, nosić tylko spodnie, twierdzić, że nic nie umię przed egzaminem, patrzeć na nogi jak tańczę, zastanawiać się godzinę zanim coś kupię, zmieniać zdanie co pięć minut…

    6. Nie będę chować swoich uczuć!!

   Gdy będę miało ochotę płakać, będę płakać… Gdy będę chciała zaśpiewać – zaśpiewam… Gdy będzie mi wesoło, będę się uśmiechać… Gdy mnie coś wkurzy będę krzyczeć i walić w ścianę…


OD DZIŚ BĘDĘ LEPSZA :):):):)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (28) | dodaj komentarz

piątek, 23 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  18 392  

Kalendarzyk

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosujesz nie na mnie... lecz na to co piszę...






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Blogi, które polecam z całego serduszka :):)

Kilka słów o moim pisaniu...

Blog o życiu, o radości, o cierpieniu... Długa podróż małym pociągiem z wielkimi oknami na świat...

Ja to tylko ja...

Mam dwadzieścia cztery lata... mój pociąg życia przepełniło dużo ludzi i wydarzeń... Wielki wagon a w nim dużo uśmiechu, smutku, łez i promieni słońca - to moje życie... I wierze, że to wszystko to tak jakby kupić szczęście, a łzami zapłacić... Dziękuję za uśmiech na mojej twarzy, za łzy i za tych wszystkich, którzy żyją ze mną mimo iż nie zawsze potrafię być... Uwierz, że warto żyć, a twoja wiara pomoże Ci ten fakt urzeczywistnić...

Statystyki

Odwiedziny: 18392
Wpisy
  • liczba: 120
  • komentarze: 1666
Galerie
  • liczba zdjęć: 56
  • komentarze: 49
Bloog istnieje od: 3827 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl